piątek, 19 lipca 2019

Uwaga! Post jest na bieżąco aktualizowany! 

Czas stworzyć jedno miejsce w którym znajdą się książki, z których korzystam przy tworzeniu swoich zamkowych artykułów. Pomyślałam sobie, ze dobrze będzie zebrać je razem i na bieżąco uzupełniać o nowe pozycje. Wszystkie wydawnictwa, których tytuły umieszczam poniżej  zdecydowanie polecam.
Dodam jeszcze, że korzystam jeszcze ze stron www, jeśli dany obiekt posiada oficjalną stronę. Jej adres plus ewentualnie adres "funpage" na Facebooku zawsze możecie znaleźć na końcu mojego artykułu, który czytacie.








Moja Bibliografia:
1. Leksykon Zamków w Polsce - L. Kajzer, J. Salm, S. Kołodziejski
2. Zamki w Polsce - B. Guerquin
3. Zamki i warownie ziemi mazowieckiej - A. Sypek R. Sypek
4. Zamki i pieniądze w średniowiecznej Polsce - J. Szymczak
5. Zamki w Polsce północnej i środkowe - I. T. Kaczyńscy
6. Zamki i obiekty warowne Państwa Krzyżackiego -  R. Sypek
7. Zamki i warownie ziemi sandomierskie -  R. Sypek
8. Zamki i pałace Dolnego Śląska - M. Łuczyński
9. Zamki, twierdze, warownie - M. Świeży
10. Zamkowy Przewodnik po Polsce - M.Węgrzyn
11. Zamki Kaszub i Pomorza Środkowego - P. Skurzyński
12. Zamki i Pałace województwa Dolnośląskiego - M. Gaworski
13. Balowie. Z bieszczadzkich lasów na salony Krakowa i Lwowa - Ł.Bajda
14. Zamki i obiekty warowne Jury Krakowsko-Częstochowskiej -  R. Sypek
15. Zamki, Pałace i Dwory w Polsce - M.Gaworski
16.Wleński mikroregion osadniczy w X-XVIII wieku Przemiany krajobrazu kulturowego - J.Piekalski

wtorek, 18 czerwca 2019

Liebenau - czyli zamek Lubno w Czarnym Borze

Zamek Lubno w Czarnym Borze "chodził za mną już od dawna". Kilka razy już planowałam odwiedzić go po drodze z Wałbrzycha do Jeleniej Góry. Jednak jakoś ciągle nie było czasu. Tym razem nie było zmiłuj. Trzeba go zobaczyć póki jeszcze stoi. A stoi go już naprawdę niewiele. Do dziś zachowały się jedynie relikty murów obwodowych i wysokie na 12 metrów pozostałości cylindrycznej wieży.  Do zamku nie jest zbyt łatwo trafić. Przynajmniej nie w maju, wtedy kiedy ja je odwiedziłam. Ruiny nie są dobrze widoczne z najbliższej im drogi.  Łatwiej wypatrzeć skupisko drzew gdzieś za łąką. Dopiero prze nie "prześwituje" zarys wieży. A kiedy już zlokalizujemy zamek i przejdziemy przez łąkę, napotykamy przed sobą fosę. Tak, tak prawdziwą, zamkową fosę. Nie jest ona zapewne już tak okazała jak w czasach świetności obiektu, jednak wcale nie łatwa do pokonania. Całe szczęście, wprawne oko dostrzeże parę belek, tworzące pseudo mostek, po którym można przedostać się na drugą stronę. Jesteśmy w domu! A raczej w zamku ;) 
O samym zamku nie wiemy zbyt wiele. Ruiny nigdy nie stały się przedmiotem kompleksowych prac badawczych. Co wiemy w takim razie? Wiemy, że jest usytuowany na kwadratowym nasypie ziemi, o boku ok 23 metrów. Otoczony był dwiema fosami przedzielonymi wałem. Od południa  i zachodu do zamku wiodły dwie groble.  Zamek powstał w pierwszej połowie XIV wieku. Prawdopodobnie jego fundatorem był książę Bolko II (Świdnicko -Jaworski). Do 1374 roku zamek przechodzi z rąk księcia w ręce rycerzy rozbójników i znów wraca do Bolka. Z 1374 roku pochodzi jedyna wzmianka o zamku, gdzie pojawia się nazwa "zamek Lubno" (oryg. "Liebenau"). Nazwa ta pojawia się później
dopiero w XIX i XX wiecznych, niemieckich źródłach. Po śmierci księcia Bolko II zamek znów trafił w rycerskie ręce. Jego historia nie była zbyt długa. Obiekt został zniszczony już w 1509 roku. Na prośbę ograbianych kupców najechały ją wojska króla Czech Władysława II Jagiellończyka. Nigdy nie został odbudowany. Około 1600 r. Georg Czettritz wzniósł nieopodal zamku, na prawym brzegu Lesku, renesansowy dwór przebudowany później na barokowy pałac, dziś zamieniony na szpital.

Zamek Lubno na mapie kliknij: TU




środa, 12 czerwca 2019

Bolczów, malownicza ruina z legendą o pasterzu Jano w tle.


Długo nic nie pisałam... Nawet nie myślałam wcześniej, ze jak założę swoją firmę "zje" mi to tyle czasu. No cóż... Zderzenie z rzeczywistością okazało się brutalne.
Chociaż tyle dobrego, że moja praca związana jest z zamkami, więc z moim ukochanym tematem jestem na bieżąco.  Jako, że lato to ogólnie leniwy czas, wszystko zwalnia (upały robią swoje), mam w końcu chwile by nadrobić bloga.  Zaczynam wiec od obiektów, które odwiedziłam będąc na przełomie kwietnia i maja na Dolnym Śląsku.

Oczywiście miałam plan tego co chce zobaczyć. Publikowałam go nawet na moim fun page. Ale wiecie, plan planem, a życie życiem. Na Stary Książ na przykład znowu zabrakło czasu ;) Na Gryf zabrakło pogody :( Ale cieszę się bo i tak w sumie udało mi się odwiedzić więcej obiektów niż zaplanowałam. A że na Dolny Śląsk wrócę jeszcze nie raz - to i resztę ud się zdobyć.  Pierwszym odwiedzonym przeze mnie obiektem" - chociaż tu ciężko mówić o obiekcie w ogóle był Ostrów Tumski.  Ale dziś nie o nim. Dziś będzie o super spacerze do pięknych, malowniczych ruin, znajdujących się na granitowym występie, na wysokości ok 561 m npm, w Janowicach Wielkich. 

Wiecie już o którym zamku mówię? Oczywiście! Chodzi o Bolczów.  Kto był ten wie, ze to jedne z piękniejszych ruin na Dolnym Śląsku, Kto nie był nich żałuje i jak najszybciej nadrobi ta wycieczkę. Bolczów naprawdę zasługuje na odwiedziny. 
Zamek powstał pomiędzy 1371- a 1376 rokiem. Jego fundatorem był dworzanin księcia Bolka II. Ochmistrz Clericus Bolz. Jako, że zamek miał być siedziba rodową, nie dziwi nazwa zamku, która wzięta została od nazwiska jego właściciela. W średniowiecznych dokumentach zamek tytułowano Baulzen lub Boulczenstein. Pierwotnie zamek został zbudowany na skałach. Pierwsze mury  po prostu spajały dwie masywne skały, tworząc w ten sposób dziedziniec. 


Historia zamku nie była jednak tak "różowa" jakby życzył sobie tego nasz ochmistrz. Zamek został zniszczony już 1433 roku. Zniszczyli go reprezentujący  interesy biskupa wrocławskiego mieszczanie świdniccy. Dlaczego? No cóż były to czasy wojen husyckich, a właściciele zamku z husytami właśnie sympatyzowali.  Poza tym, podobno, trudnili się tez napadami na przejeżdżające w okolicach tabory kupieckie. Po zakończeniu wojen husyckich  warownię odbudował Hans Dippold von Burghaus.  dobudował on również część południowo-wschodnią oraz ufortyfikował wykorzystując naturalne warunki obronne - czyli wszechobecne skały.  

Później zamek kilkukrotnie zmieniał właścicieli, jednocześnie cały czas był rozbudowywany. Jako ciekawostkę powiem, że w 1608 roku zamek stał się własnością  Daniela von Schaffgotsch - czyli właściciela Zamku Gryf (TU )i Chojnik (TU). Podczas wojny 30-letniej (1618-48 ) Bolczów najpierw służył jako schronienie okolicznej ludności . Jednak został jeszcze wzmocniony i obsadzony stałą załogą cesarską. Mimo tego wojska szwedzkie zdobyły go dwukrotnie.  W 1641 oraz w 1645. Podczas drugiego, udanego szturmu w noc z  5 na 6 grudnia 1645, na polecenie  generała Lennarta Tortenssona pod zamek podłożono ogień.

Spłonęła wówczas drewniana konstrukcja  zamku. Reszty zniszczenia dopełnił pożar z 1646 roku. Zamek już nigdy nie podniósł sie z ruiny. I wtedy właśnie zapanowała moda na średniowieczne ruiny. Jedni budowali "nowe" inni odnawiali te które są ich własnością. I tak właśnie postąpił hrabia Wilhelm Stolberg-Wernigerode.  Odgruzował on teren zamku, wzmocnił i częściowo zrekonstruował jego mury. Dobudował drewniane konstrukcje ułatwiające zwiedzanie oraz gospodę. Na początku XX stulecia w sąsiedztwie gospody zbudowano schronisko turystyczne. Funkcjonowało ono jeszcze przez początkowy okres II wojny światowej, a następnie przez kilka lat po wojnie, po czym zostało zamknięte i rozebrane. W chwili obecnej zamek znajduje się w stanie ruiny a jego właścicielem jest Stowarzyszenie Mieszkańcy Gminie - jest udostępniona do zwiedzania.

Zamek Bolczów ma też swoja legendę. Ja nazywam ją legendą o polskim Wilhelmie Tellu ;) 
"Powstanie zamku wiąże się z mityczną postacią pasterza Jano. Wiódł on spokojne życie pasterza pod Miedzianą Górą (Miedzianka) dopóki jednak w okolicach nie pojawili się niemieccy gwarkowie. Z niemieckimi osadnikami jednak Jano w żaden sposób nie mógł się dogadać, przeciwnie, w coraz to większe awantury z ich udziałem się wdawał, ci bowiem poczęli orać zajmowane przez Jana łąki, każąc wynieść się w góry pasterzowi. Jedna z takich awantur doprowadziła go nawet za kraty, oto bowiem gołymi rękoma Jano ubił trzech gwarków na raz. Został pojmany przez hetmana gwareckiego i osadzony w zamku na Brzeźniaku nieopodal Kowar. Z niewoli Jano uwolnił się sam, wyłamując własnoręcznie kraty. Taki był z niego osiłek. Po tym zdarzeniu kowarski hetman wydał swoisty list gończy na pasterza, ten jednak zaszył się i słuch po nim zaginął. 

Od tego czasu zaczęli ginąć Niemcy, szczególnie ci, którzy źle życzyli Polakom tu mieszkającym. Znakiem rozpoznawczym nieznanego oprawcy były specjalne bełty do kuszy pokryte srebrem. Minął jakiś czas, a w Jeleniej Górze odbył się turniej, który zorganizował książę Świdnicki – Bolko. Z całego Dolnego Śląska ściągały zastępy łuczników i kuszników (wśród nich słynny Rudak z Czarnego czy sokolnik kasztelana – Rotek) zwabieni wysokimi nagrodami. Punktem kulminacyjnym turnieju były zawody kurkowe, żaden jednak z uczestników nie mógł sobie poradzić z zadaniem. W tym momencie pojawił się nieznajomy brodacz, który poprosił o wzięcie udziału w zawodach. Pozwolono mu na to. Z miejsca ujął widownię, jak i samego księcia tym, że potężną kuszę uzbrajał bez użycia korby. Brodacz nie tylko trafił w mechanicznego kurka, ale trafił również w gołębia na dachu, a potem… w głowę wróbla. Olśniony książę wnet zainteresował się niebywałym łucznikiem. Okazało się, że zwą go Janem i pochodzi z tych ziem. Książę odgadłszy, że jest to ów tajemniczy „srebrny kusznik”, postanowił mianować go rycerzem i zezwolić mu na to, by wybudował swój kasztel i czuwał nad porządkiem tych ziem. Niewiele potem Jano wybudował zamek Bolczów, bo tak sam siebie przezwał, a wioskę u stóp zamku nazwał Janowicami. W jego herbie zaś pojawiły się trzy srebrne bełty."

Zamek Bolczów na mapie kliknij: TU












wtorek, 11 grudnia 2018

Regéc - jedna z twierdz rodziny Rakoczy



Kolejny węgierski zamek jaki udało mi sie odwiedzić w te wakacje to Regéc. Regéc to niewielka miejscowość w północno-wschodniej części Węgier, położona na obszarze stanowiących część Średniogórza Północnowęgierskiego Gór Zemplińskich w pobliżu granicy ze Słowacją. Jest położony zaledwie 9 kilometrów od zamku Boldogkő, o którym pisałam TU. To naprawdę piękne miejsce, które warto odwiedzić. Do zamku nie łatwo się dostać. Teoretycznie da się podjechać autem pod same mury, jednak prowadzi do niego nieutwardzona, leśna górska droga, której stan zależy w dużej mierze od pogody. My zostawiliśmy auto mniej więcej w połowie (sugerując się tym, że już dużo aut stało w tym miejscu) i na górę udaliśmy sie pieszo. Trasa nie jest ciężka. Droga na górę z dwuletnim dzieckiem zajęła nam kilkanaście minut. Do tego jest naprawdę bardzo ładna i przyjemnie jest się przespacerować.

Jeśli chodzi o historie samego zamku (tu opieram się o informacje dostępne na jego stronie internetowej, link jak zwykle na końcu artykułu), to jego początki nie są do końca znane (podobnie jak zamku Boldogkő - ale to nie jedyna rzecz, która je łączy). Niektórzy uważają, ze stał już w 1285 roku. Teza ta oparta jest na źródle, które podaje, iż podczas drugiej inwazji mongolskiej właśnie w 1285 roku Węgrzy i Tatarzy starli się w Regéc. Jednak wielu historyków uznaje za bardziej prawdopodobne, że to źródło odnosi się tylko do bitwy pod Regéc, jako bitwy pod tym konkretnym wzgórzem (zamek w tym czasie nie istniał). Nazwa "Regéc" pochodzi z języka słowiańskiego, co oznacza "róg" i odnosi się do specyficznej formy góry na której
dziś znajdują się ruiny). Kolejne dokumenty jakie odnajdujemy pochodzą już z 1307 roku i zostały wystawione przez Amadeusza Aba, pana na tym zamku. Wiadomo, ze najstarszą częścią warowni standardowo jest wieża (ale to chyba nikogo nie dziwi ;) ). W tej chwili tylko jej najniższy poziom zachowany jest z pierwszego okresu budowy. Trzy kolejne, to już dzieło z lat 40 XVI wieku. Na nieszczęście dla tej warowni potężny ród Abów wraz z palatynem Mateusz Csák (który swą siedzibę miał w zamku w Trenczynie), byli głównymi przeciwnikami króla Karola I Roberta (pierwszego Andegawena na tronie węgierskim). 15 czerwca 1312 roku ,po  wielkiej bitwie pod Rozhanovcami król pokonał Abów i skonfiskował ich dobra. W tym zamki Boldogkő i Regéc. Oba też później, z królewskiego nadania, trafiły w ręce rodziny Drugethom. Wiemy również, że w drugiej połowie XIV wieku zamek kilkukrotnie odwiedził król Ludwik I. Generalnie do 1464 roku ( z małymi przerwami) zamek był
własnością królewską. Później do 1526 roku władała nim rodzina Szapolyai. W kolejnych latach zamek przechodził z rak do rąk, Był własnością Zofii Batory (wnuczki naszego króla Stefana Batorego) i jej męża Jerzego II Rakoczego. Ich wnukiem (który spędził dzieciństw na zamku Regéc) był Franciszek II Rakoczy, w latach 1703–1711 przywódca wielkiego powstania antyhabsburskiego na Węgrzech (tzw. powstanie Rakoczego). Po upadku powstania zamek został zniszczony przez oddziały austriackie. Od tej pory pozostaje w ruinie.

Zamek na mapie kliknij: TU
Strona www zamku kliknij: TU










środa, 21 listopada 2018

Zamek Boldogkő, czyli mój pierwszy węgierski zamek!


To dziś parę słów o pierwszym z węgierskich zamków jakie chciałam opisać. Zamek Boldogkő. Zanim jeszcze przejdę do samego zamku, zdecydowanie muszę wspomnieć o pewnej, bardzo ważnej moim zdaniem sprawie. Podejście Węgrów do zabytków. Jestem pod przeogromnym wrażeniem tego, w jaki sposób dba się tu o ruiny zamków. W jaki sposób są udostępnione do zwiedzania. I nawet tego jak świetnie zorganizowane jest całe "zaplecze zamkowe". Widać, ze obiekty zarabiają na siebie. Nie, nie tylko przez sprzedaż biletów wstępu. Bardzo fajne są sklepy z pamiątkami i punkty gastronomiczne. Ceny są przystępne, co zachęca do robienia zakupów. A do tego wszystko to "podane" jest w ładnej, niekiczowatej formie. Oczywiście pisze to na podstawie zamków, które odwiedziłam. Być może miałam szczęście i akurat trafiałam na takie... Jednak mam wrażenie, że inne węgierskie obiekty, też nie odstają pod tym względem. Mogę obiecać jedno, na pewno to sprawdzę, bo na Węgry jeszcze się wybieram.
Ale do celu. Zamek Boldogkő, to pierwszy węgierski zamek jaki odwiedziłam. Widać go z daleka. Znajduje się na wzgórzu (245 m n.p.m.), a właściwie na szczycie wygasłego wulkanu . Tak, tak, tak jak na przykład Grodziec TU . Jest też częścią Obszaru Chronionego Krajobrazu Zemplen. Więc już samo jego położenie zachęca do odwiedzin. Już z daleka wydaje się imponujący. Kiedy się do niego zbliża wrażenie to tylko się nasila. W czasach swej młodości i świetności musiał wydawać się twierdza nie do zdobycia. Dokładne początki zamku nikną w mrokach historii. Wiemy na pewno, ze zaczęło się od wieży (Ci którzy choć troszkę interesują się tematem wiedzą, ze akurat to, to nic niezwykłego). Początki budowli sięgają XIII wieku. Wtedy to, po inwazji mongolskiej,  ród rycerski (najprawdopodobniej Tomajów) wzniósł właśnie donżon, czyli ufortyfikowaną wieżę mieszkalną. Zamek po raz pierwszy wymieniony jest z nazwy w 1282 roku, jako Castrum Boldua. Od 1300 roku zamek należał do rodu Abów.  Tych zaś w 1312 roku pokonał
król Karol Robert Andegeweński . Władca skonfiskował ich dobra. Był wśród nich również zamek, który przekazał go potem Drugethom - zaufanemu rodowi francusko-włoskiemu. To oni prawdopodobnie rozbudowali niewielką dotąd warownię o skrzydło pałacowe i budynki na zamku górnym. I tak aż do końca XV wieku zamek był wielokrotnie przekazywany przez królów węgierskich różnym rodom rycerskim. Dokonano kolejnych rozbudów, powstał m.in. zamek dolny z wieżą bramną. Natomiast w XVI wieku warownia stała się przedmiotem walk o koronę między Janem Zapolyą a Ferdynamndem I Habsburgiem. Brała czynny udział w walkach. Kilkukrotnie była  oblegana i zdobywana przez którąś ze stron. W XVII stuleciu stała się własnością rodu Bebeków, którzy... podrabiali tu monety. Tak, tak! Głośno było o tym nawet na ziemiach Polskich. Szlachta się skarżyła na ten niecny proceder. I nie jest to żaden domysł czy bajka, ponieważ piec do wytapiania tychże monet znaleziono podczas prac archeologicznych. Podczas walk z Turkami w XVII twierdza była bezpieczna z powodu
peryferyjnego położenia, stała się więc siedzibą dowódców wojsk antytureckich. Zamek był ponownie kilkakrotnie oblegany w czasie tzw. buntu kuruców, ale powstańcom antyhabsburgskim nie udawało się go zdobyć. Zajęli go dopiero w 1678 roku. Po tym jak cesarz nakazał zniszczyć okoliczne zamki, aby nie mogły być wykorzystane przeciw niemu. Całe szczęście zamek Boldogkő nie ucierpiał jednak zanadto. Został jednym z ośrodków powstania antyhabsburgsiego. Co ciekawe cesarz odzyskał go w 1685 roku bez użycia siły. Zadziało się to pod nieobecność dowódcy powstańców. Niestety już w 1701 roku, na rozkaz Habsburga, wysadzono w powietrze wieże, część pałacu i
mury obronne. Od tego czasu zamek pozostaje w ruinie. Pełnił jeszcze różne funkcje. Na przykład przejęli go jezuici i traktowali jako spichlerz na zboże. Pod koniec XIX w. właścicielem była rodzina Pechy, która wykonała prace remontowe, które (jak to zwykle niestety bywa) nieodwracalnie zatarły niektóre gotyckie elementy zamku. Prace konserwatorskie przeprowadzono w latach 60-tych XX w. oraz w 2002 r. Dzięki nim zamek został przystosowany do obsługi ruchu turystycznego. W 2009 r. wykonano kolejne prace restauracyjne, odtworzono m.in. dawny młyn. To naprawdę piękne miejsce, które trzeba odwiedzić!

Zamek ma tez swoja legendę :) Według popularnej legendy po bitwie na równinie Mohi w 1241 roku Król Béla IV musiał uciekać przed Tatarami. Podczas ucieczki dostał się do wioski Aszaló, gdzie znalazł tylko jedną osobę, człowiek ten nazywał się Bodó. Był on biedakiem, ale znał osobiście króla, ponieważ często przywoził suszone owoce do ówczesnej stolicy Węgier – Budy. Kiedy zdał sobie sprawę, że król ucieka przed Tatarami postanowił go ukryć. Dał mu ubrania wieśniaka i zabrał go do piwnic. Po dwóch dniach Tatarzy przybyli do Aszaló, Bodó udawał wtedy, że jest głuchy. Przywódca Tatarów zadawał mu pytania, a on odpowiadał mu mówiąc nieistotne rzeczy, aż w końcu znudzeni Tatarzy zostawili go samego. Król podziękował Bodó, wziął od niego konia i kontynuował podróż. W późniejszym czasie Bodó znów wyruszył do stolicy i zabrał suszone owoce na 7 powozach ze swoimi 7 córkami. Król był bardzo wdzięczny za uratowanie i poprosił Bodó, aby zbudował w pobliżu miejsca, gdzie udzielił mu schronienia zamek, który da mu we władanie. Król nakazał zrobić to w ciągu 5 lat. Wszystkie córki, aby pomóc ojcu, wyszły za mąż za mężczyzn, którzy pomogli im w budowie zamku. Mimo dużego zaangażowania i pomocy córek Bodó  nie mógł dokończyć zamku i poprosił króla o zgodę na przedłużenie budowy o 2 lata. Zamek udało się ostatecznie skończyć po 7 latach, a pierwszą jego nazwą było „Bodóko”. Później na polecenie króla Béli zorganizowane zostały ceremonie ślubne wszystkich 7 córek jego wybawcy. Po ceremonii król nakazał zmienić nazwę zamku na „Boldogkő” (Szczęśliwy kamień), dla uczczenia mieszkających w nim 7 pięknych i szczęśliwych dziewcząt, które pomogły ojcu w budowie.
Zamek na mapie kliknij: TU